2011-09-02

 Numer 4 | poniedziałek | 5 września 2011

 

OD REDAKCJI
Miasto przemysłów kreatywnych to pomysł nienowy. Wiele miast na świecie – zarówno tych większych, jak i mniejszych – postanowiło wspierać i rozwijać kreatywną gospodarkę. Daje to możliwość skorzystania z ich doświadczeń, pozytywnych i negatywnych. Europejskim liderem kreatywności jest niewątpliwie Wielka Brytania. W już 4. numerze newslettera dotyczącego przemysłów kreatywnych znajdą więc Państwo rozmowę z przedstawicielką British Council w Polsce, która udzieliła wskazówek, gdzie szukać wiedzy i dobrych praktyk z zakresu tych przemysłów. Ponadto, w newsletterze przedstawiamy wiele kreatywnych inspiracji dla wszystkich, którzy dbają o rozwój naszego miasta. Ciekawi jesteśmy, kiedy prezentowane dobre praktyki znajdą zastosowanie w Łodzi.

POBIERZ NEWSLETTER W PDF

 

 

SPIS TREŚCI
SEKTOR KREATYWNY                          
Prężnie i kreatywnie - rozmowa z Ewą Ayton
czytaj
DOBRE PRAKTYKI
Produkt luksusowy - wywiad z Olą Voyną
czytaj
AKTUALNOŚCI
W Korei po koleiczytaj
Zielony akcentczytaj
Na swoim miejscuczytaj
Powrót do dzieciństwaczytaj
Potrzeba matką wynalazku
czytaj
WIADOMOŚCI Urzędu Miasta Łodzi
DNA MIASTA
czytaj
MIASTO KREATYWNE!czytaj
FASHION FREAK czytaj
KREATYWNI POLECĄ DO MEDIOLANU!
czytaj
7 PROGRAM RAMOWY
czytaj

 

 


Prężnie i kreatywnie

Łódź miastem przemysłów kreatywnych – co to dla Pani oznacza?
Ewa Ayton: Miasto Łódź podjęło wyzwanie dotyczące stworzenia własnej marki w oparciu o przemysły kreatywne. Jest wiele miast, które z powodzeniem wdrożyły w życie ciekawe pomysły na stworzenie unikalnej marki, np. Manchester jako City of Innovation (Miasto Innowacji), a Turyn jako City of Lights (Miasto Świateł). Jednym z najbardziej spektakularnych przykładów jest jednak Kurtyba – funkcjonuje tam Bus Rapid Transport, dzięki któremu zredukowano korki, oraz działa bardzo innowacyjny system zarządzania odpadami. Przykład Kurtyby został z powodzeniem przeniesiony do Bogoty i Dżakarty.

Na jakie branże powinniśmy postawić, aby Łódź była wiarygodna, budując wizerunek w oparciu o sektor kreatywny?
Myślę, że działania Łodzi powinny odnosić się do bogatej historii i tradycji miasta, będącego polskim Manchesterem czy Birmingham, w którym kiedyś kwitł przemysł włókienniczy i modowy. Dobrze, że to właśnie w Łodzi odbywa się Łódź Design i Fashion Week, które nawiązują do tej tradycji. Poza tym – z racji tego, że w Łodzi znajduje się jedna z najbardziej znanych szkół filmowych – stawiałabym na film i nowe media. Oczywiście Łódź to też secesja, Muzeum Sztuki i stare fabryki, które z powodzeniem mogą zostać przekształcone w nowoczesne klastry kreatywne. Powinno się w nich znaleźć miejsce dla artystów z różnych branż twórczych, oprócz tego angażowałyby one lokalną społeczność w programy mające zmienić socjalną mapę miasta. Bardzo popieram więc inicjatywy miasta, Łódź Art Center i łódzkich NGO, które czynią starania o zrewitalizowanie Księżego Młyna.
 
Jakie działania praktyczne na poziomie władzy, organizacji pozarządowych, uczelni i firm powinno się wdrożyć, aby hasło „Łódź kreatywna” nie pozostało tylko sloganem?
Posłużę się tutaj przykładem wziętym z marketingu i zarządzania. Otóż każda duża firma – a taką w pewnym sensie jest też miasto i zarządzenie nim na wielu poziomach – musi zdecydować się, czy zaczyna od stworzenia wizji, a potem strategii jej wdrażania, czy od struktury. Jest wiele przykładów, że najważniejsza jest wizja i strategia, do której potem stwarza się strukturę, która ma za zadanie wprowadzić strategię w życie. Z tym oczywiście zawsze łączy się konieczność wprowadzania zmian w strukturach, które żeby stworzyć coś nowego, muszą być zreformowane w odpowiedni sposób. A to często wiąże się z niepewnością i obawami, bo wszyscy trochę boją się zmian.
Wydaje mi się, że ważne jest też, aby różne organizacje i instytucje były w stanie się ze sobą porozumieć i działać razem na korzyść wspólnego dobra. W przypadku Łodzi to już się dzieje, dzięki stworzeniu forum doradczego do wdrażania strategii marki Łodzi.
Ważnym aspektem realizowania strategii marki jest według mnie zaangażowanie nie tylko ze strony miasta, sektorów kreatywnych czy artystów, ale także udział mieszkańców. Obecnie, kiedy dostęp do kultury jest tak bardzo zdemokratyzowany i coraz bardziej interaktywny dzięki social mediom (Facebook, YouTube, Twitter), obywatele miasta mają większe potrzeby wyrażania swoich opinii i współkreowania tego, co się w ich mieście dzieje.
Drugim kluczowym elementem, który zagwarantuje sukces, jest silne leadership (przywództwo). Jest ono potrzebne do wprowadzania zmian, trzymania odpowiedniego tempa wdrażania i motywowania wszystkich do działania. Potrzebni byliby też „adwokaci” projektu, czyli wpływowe, charyzmatyczne osoby ze świata sztuki czy mediów, które wspierałyby działania projektowe.
Jak wiadomo, nie wszystko da się zrobić od razu, więc warto też zastanowić się nad skalą problemów do rozwiązania i dostępnymi środkami do ich rozwiązania krok po kroku.
Tu chciałabym odwołać się do dwóch publikacji, które British Council w Polsce ostatnio wydało w języku polskim. Są to „Kreatywna gospodarka: przewodnik dla początkujących” i „Mapowanie sektorów kreatywnych: narzędzia”. W pierwszej z tych pozycji, w rozdziale 5. pt. „Polityczne tło kreatywnej gospodarki – polityka publiczna, która może coś zmienić”, jest dużo informacji na temat tego, co jest niezbędne do wprowadzenia zmian.

Wielka Brytania postawiła na rozwój poprzez wspieranie branż kreatywnych. Dlaczego? Kiedy to się zaczęło? I które z miast w tym kraju można nazwać centrum kreatywności?
Termin ‘sektory kreatywne’ powstał w połowie lat 90. XX wieku i po raz pierwszy został zastosowany na poziomie krajowym przez rząd Wielkiej Brytanii. W 1997 roku rząd powołał do życia specjalną jednostkę – Creative Industries Task Force – która miała koncentrować swoje działania wyłącznie na sektorach kreatywnych. W 1998 roku instytucja ta stworzyła pierwszą przełomową publikację pt. „Creative industries mapping document”, którą uzupełniono w 2001 roku. Okazało się bowiem, że sektory kreatywne są najbardziej prężnie rozwijającą się gałęzią gospodarki w Wielkiej Brytanii (i nie tylko) i przynoszą roczny dochód przekraczający wielokrotnie wpływy np. z sektora samochodowego.
Jest wiele miast, które w Wielkiej Brytanii uznane są za kreatywne. Wśród nich jest wymieniony już przez mnie Manchester, który postawił na innowację i społeczne konsultacje we wdrażaniu marki miasta. Z kolei Liverpool zbudował markę na bazie tradycji muzycznych (The Beatles), kreując jeden z najbardziej fascynujących miejskich festiwali muzycznych, który odbywa się na terenie całego miasta. Glasgow natomiast bardzo dobrze wykorzystało swoją kandydaturę do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury do pobudzenia sektorów kreatywnych i stworzyło slogan Glasgow Miles Better (Glasgow o Niebo Lepsze). Po otrzymaniu tytułu ESK w 1990 roku zainteresowanie miastem bardzo wzrosło wśród inwestorów. Więcej przykładów można znaleźć we wspomnianej już przeze mnie broszurze „Mapowanie sektorów kreatywnych: narzędzia”.
 
Jakie więc dobre praktyki powinniśmy przenieść na łódzki grunt z Wielkiej Brytanii i jakie instytucje, organizacje mogą nam w tym pomóc?
Jest wiele organizacji w Wielkiej Brytanii, które mają doświadczenie we wprowadzaniu tego typu zmian. Dla przykładu w październiku na zaproszenie British Council przyjeżdża do Polski Micheal Pyner – Dyrektor Zarządzający Schoreditch Trust (o jego osiągnięciach związanych z rewitalizacją Schoreditch można przeczytać na str. 31 broszury „Mapowanie sektorów...”). Jest też NESTA (National Endowment for Science, Technology and Arts), która prowadzi badania i publikuje ich wyniki oraz inwestuje w pomysły firm, które stawiają na rynku pierwsze kroki. Do tego typu organizacji należy także COMEDIA, która została założona przez charyzmatycznego Charlesa Landry’ego, światowego eksperta w zakresie kreatywności i innowacyjności w miastach. Należy też wymienić The Young Foundation, która współpracuje z Charlesem Leadbeaterem i Geoffem Mulganem, znanymi na świecie ekspertami w dziedzinie social innovation.
 
Jakie korzyści dla miasta i jego społeczności niesie ze sobą rozwój sektora kreatywnego?
Zwiększa się atrakcyjność miasta dla inwestorów, dzięki czemu rozwija się przemysł, pojawiają się nowe miejsca pracy, zwiększa się dobrobyt i satysfakcja z życia w danym mieście. Dodatkowym plusem jest też to, że młodzi ludzie mając perspektywę pracy, nie decydują się na migrację.
 
Czy rozwój branż kreatywnych w Łodzi będzie miał znaczenie dla województwa? Jak skorzystają na tym mieszkańcy regionu?
Jeśli będą inwestycje i zielone światło dla młodych entreprenerów, którzy mają pomysł na biznes, oraz chociaż małe wsparcie od miasta na tzw. początek, to wszyscy na tym skorzystają, ponieważ polepszy się także sytuacja na rynku pracy w regionie.

Co jest największym zagrożeniem dla rozwoju sektora kreatywnego?
Strach przed zmianami i podejmowaniem ryzyka, a także brak silnego przywództwa.

 

Z Ewą Ayton rozmawiał Maciej Mazerant

Ewa Ayton - Head, Arts & Culture British, Council Poland. Wraz z zespołem prowadzi program British Council w Polsce promujący nową sztukę brytyjską New Work New Audience oraz program Creative & Cultural Economy. W latach 2007-2011 była Regionalnym Menagerem Projektu Creative Cities, programu, który realizowany był w 15 krajach (Północna i Centralna Europa, Rosja i Ukraina).

 


Produkt luksusowy


Pani meble znajdują się w nowojorskich domach towarowych, w hotelach w Dubaju, a także u indywidualnych odbiorców w Marbelli czy Miami. Czy to daje satysfakcję?
Ola Voyna: Kiedy postanowiłam swoją pasję zamienić w sposób na życie, miałam świadomość, że to ogromne ryzyko. Teraz, kiedy moje projekty stoją między pracami sław światowego designu, rzeczywiście czuję ogromną satysfakcję. Bardzo cenię wszelkie słowa uznania od moich klientów i chociaż każdy z nich jest dla mnie ogromnie ważny, nie ukrywam, że kiedy otrzymuję wiadomość od osoby znanej i cenionej na całym świecie, jest to dla mnie szczególne wyróżnienie.

Jest Pani osobą o drobnej posturze, młota kowalskiego Pani nie uniesie, czy więc w związku z tym, że to nie Pani realizuje projekty fizycznie, długo musiała Pani szukać zespołu do współpracy? Takiego, który zrozumie, co siedzi Pani w głowie i sercu?
Niestety, praca przy tworzeniu moich projektów wymaga dużej siły fizycznej. Poszukiwania odpowiednich zespołów do współpracy trwały dość długo, jednak przyniosły zamierzony efekt. Mam przyjemność pracować z grupą znakomitych fachowców, którzy podobnie jak ja cenią tradycyjne kowalstwo artystyczne. Są przy tym fantastycznymi ludźmi, z którymi po kilku latach współpracy praktycznie rozumiemy się bez słów.

Ten rodzaj twórczości nie jest dość rozpowszechniony wśród młodych projektantów. Czy ktoś używa dziś terminu ‘kowalstwo’?
Do tej pory nie spotkałam się z projektantem, który wykorzystywałby kowalstwo artystyczne w swojej pracy – co oczywiście ma swoje zalety i daje mi dużo swobody na rynku. Z terminem ‘kowalstwo’, szczególnie ‘artystyczne’, spotykam się dość często, niestety najczęściej jest on używany w odniesieniu do ślusarstwa, które z autentycznym kowalstwem ma niewiele wspólnego. Wybrałam metal jako główny element w realizacji moich projektów, bo jest to materiał niezwykle plastyczny i umożliwia tworzenie takich form, jakich nie mogłabym realizować przy użyciu innych materiałów. Jednocześnie jest niezmiernie trwały, a ja marzę, żeby moje przedmioty stanowiły takie dobro rodzinne, które jest przekazywane przez pokolenia.

Co w tej pracy lubi Pani najbardziej?
To, że mam okazję poznawać ludzi, którzy doceniają, że szukam alternatywy dla trendów w nowoczesnym designie. Takich, którzy potrafią wyrazić swój sprzeciw wobec wszechobecnej, plastikowej powtarzalności.



Praca nad produktami luksusowymi to wyzwanie i ogromna odpowiedzialność, Pani klienci liczą na produkt o najwyższej jakości. Jak więc wygląda proces powstawania konkretnego mebla?
Przede wszystkim wszystkie nasze produkty są wykonywane ręcznie, łącznie z malowaniem. Stworzenie jednego stolika to proces pochłaniający wiele dni ciężkiej fizycznej pracy, która jednocześnie wymaga ogromnego talentu i zaangażowania ze strony osoby go wykonującej. Do tego dochodzi wybór odpowiedniego kamienia czy tkaniny w przypadku mebli tapicerowanych i ręczne tapicerowanie. Cały proces trwa kilka tygodni. Jednocześnie dajemy naszym klientom możliwość wyboru rozmiaru, tkaniny, kolorystyki w ramach istniejącej kolekcji. Proces ten może się wydłużyć, jeżeli klient życzy sobie indywidualnego projektu. Jeszcze innym aspektem jest tworzenie mebli na potrzeby np. hoteli, gdzie obowiązują różne normy bezpieczeństwa, dlatego część projektów jest zgodnie z nimi modyfikowana.
Najbardziej skomplikowany jest proces produkcji biżuterii robionej na indywidualne zamówienie, czyli takiej jaką zazwyczaj wykonuję. Klient zastrzega sobie prawo do posiadania jedynego egzemplarza na świecie, stąd zdjęcia gotowych produktów nie są upubliczniane. Sam projekt jest czasochłonny, tylko w wyjątkowych sytuacjach mam okazję spotkać klientkę. Projektuję na podstawie zdjęć. I przede wszystkim rozmów na temat oczekiwań danej osoby. Zgłaszają się do mnie kobiety, które często potrafią ocenić mój styl projektowania w oparciu o przykładowe egzemplarze umieszczone na stronie internetowej. Znajdują elementy, które cenią, stąd spełnienie ich oczekiwań jest możliwe.

Pani produkty są tworzone w Polsce, ma Pani wgląd w realizację na jej każdym poziomie. W wyniku takiego wyboru powstaje mniej produktów, jednak dla Pani to chyba nie jest ważne? I czy praca z indywidualnym klientem, którą Pani lubi, nie jest trudniejsza?
Znam doskonale moich współpracowników i wiem, że każdy z nich jest profesjonalistą. To, że śledzę realizację moich projektów na każdym etapie, wynika z tego, że zwyczajnie uwielbiam obserwować proces, podczas którego z rysunku powstaje gotowy produkt. Jestem zawsze przy produkcji prototypu, natomiast nie jestem w stanie obserwować produkcji wszystkich zamówionych produktów. Zawsze jednak pozostaję ostatnią osobą, która dokładnie przegląda towar przed wysłaniem go do klienta.
Liczba zamówień nigdy nie ma wpływu na jakość, która jest dla nas najważniejsza. Im więcej zamówień, tym dłuższy staje się nasz dzień pracy, jednak do tej pory udaje nam się sprostać wszystkim wyzwaniom. Praca z indywidualnym klientem gwarantuje, że dostarczę produkt, który całkowicie spełni oczekiwania zamawiającego. I chociaż ten rodzaj współpracy jest bardzo wymagający, często czasochłonny i rzeczywiście trudniejszy, to przynosi mi najwięcej satysfakcji.

Zaczynała Pani w 2005 roku – co od tego czasu się zmieniło?
Przede wszystkim sytuacja ekonomiczna na świecie. Na początku działalności rynki były bardzo chłonne. Kryzys, który później nastąpił, sprawił, że musieliśmy nauczyć się przystosowywać do zaistniałej sytuacji. Klienci, którzy wcześniej kupowali nasze produkty za pośrednictwem projektantów wnętrz czy sklepów, zaczęli szukać bezpośredniego kontaktu z naszą firmą. Przysporzyło nam to więcej pracy, ale też nauczyło bezpośredniej pracy z klientem ostatecznym, co w perspektywie okazało się ogromną zaletą.

Mieszka Pani na obrzeżach Łodzi, tam też ma siedzibę marka Ola Voyna, która jest bardziej znana za granicą niż w Polsce. Czy od początku nastawiała się Pani na promocję przede wszystkim poza granicami kraju?
Nakład pracy przy realizacji projektów, wykorzystywane najwyższej jakości materiały – te czynniki wpływają na ostateczną cenę produktu. Zdawałam sobie sprawę, że w Polsce będę mogła zapełnić jedynie niewielką niszę na rynku dóbr luksusowych. Z tego powodu w pierwszej kolejności skoncentrowałam się na promocji na rynkach arabskich, których możliwości nabywcze są praktycznie nieograniczone. Przeprowadziliśmy liczne kampanie reklamowe. Okazało się, że był to słuszny wybór. Później przyszedł czas na Stany Zjednoczone, Rosję i Australię.
Kolejnym problemem, jaki dostrzegam na rynku polskim, jest zamiłowanie Polaków do produktów zagranicznych, często niezależnie od stosunku ich jakości do ceny. Nie wiem, skąd ten trend, być może z braku mebli włoskich czy hiszpańskich na naszym rynku przez dziesięciolecia, a być może powodem jest to, że polskie czasopisma chcąc być bardziej „światowe”, rodzime produkty omijają szerokim łukiem. Poza Polską nasza kolekcja spotyka się z ogromnym odzewem ze strony czołowych czasopism, w związku z tym promocja na rynkach zagranicznych jest paradoksalnie prostsza i przystępniejsza.

A jak to wygląda na polskim rynku, jaki procent klientów ma Pani w kraju?
Nie prowadzę sprzedaży w Polsce. To specyficzny rynek, który rządzi się swoimi prawami. Na dokładne zapoznanie się z nim potrzeba czasu, którego nie mam. Jestem obecnie skoncentrowana na rynkach, na których jesteśmy od początku, oraz na tych, które bardzo dynamicznie się rozwijają, np. jak rynek chiński. Mam nadzieję, że kiedyś moja firma zaistnieje też na rynku polskim. Obawiam się jednak, że długo nie będzie to moim priorytetem.



Ciężkie meble to jednak nie wszystko. Czy biżuterią zajęła się Pani z potrzeby tworzenia czegoś delikatniejszego?
Początki tej kolekcji były przypadkowe. Pewnej zaprzyjaźnionej osobie z Marbelli chciałam dać coś, co będzie kojarzyło jej się ze mną i z Polską. Zrobiłam projekt naszyjnika z krzemieniem pasiastym. Naszyjnik wywołał ogromne zainteresowanie, a osoba obdarowana opowiedziała mi, jak kilkakrotnie była zatrzymywana na ulicy z powodu pytania, skąd ma ten naszyjnik. To ona namówiła mnie do stworzenia kolekcji. Zdecydowana większość projektów biżuterii jest wykonywana na indywidualne zamówienia, w regularnej sprzedaży pozostają tylko te wzory, które można zobaczyć na mojej stronie internetowej. Mimo że chciałabym wykonywać biżuterię dla konkretnych osób, rosnące zainteresowanie i brak czasu prawdopodobnie spowodują, iż wkrótce na stronie będą ukazywać się kolejne, ogólnodostępne projekty.

Pani recepta na sukces?
Przede wszystkim ogromna determinacja i zaangażowanie w to, co się robi. Poza tym wiele czynników, które są dla mnie oczywiste – wywiązywanie się ze wszystkich zobowiązań na czas, traktowanie klienta w taki sposób jak sama chciałabym być traktowana czy też etyczne podejście do biznesu. Ponieważ moje wykształcenie nijak ma się do zagadnień z zakresu projektowania, metalurgii i wszystkiego, co związane z kowalstwem artystycznym i złotnictwem, zanim rozpoczęłam własny biznes poświęciłam mnóstwo czasu na zdobycie wiedzy, nieomal politechnicznej, na temat tego, co zaplanowałam robić.

A najbliższe plany?
Muszę przyznać, że kilka lat temu potrafiłam dokładnie powiedzieć, jakie mam plany związane z firmą na najbliższy miesiąc, rok czy pięć lat. I chociaż udało mi się zrealizować wiele z nich, to klienci sprawiają, że moja wizja rozwoju firmy ulega dynamicznym zmianom. Kiedy rozpoczynałam pracę z meblami, jednym z moich celów było zaistnienie na łamach największej gazety na świecie dotyczącej wnętrz – „Architectural Digest”. Udało mi się po stosunkowo krótkim okresie działalności. Ta publikacja otworzyła mi drzwi do rynku amerykańskiego. Moje meble pojawiły się w wielu domach, galeriach czy w końcu w sieci Barneys, która w Stanach Zjednoczonych jest synonimem luksusu.
W najbliższym czasie planowałam skoncentrować się na rozszerzeniu działalności na rynek polski. Tymczasem dużo pozytywnych dla mnie rzeczy wydarzyło się na rynku australijskim, między innymi udało mi się przekonać do mojej kolekcji mebli redakcję „Vogue Living Australia”, natomiast kolekcja biżuterii spowodowała spore zamieszanie na rynkach azjatyckich, więc moje plany musiały ulec całkowitej zmianie. Ponieważ firma ma już swoje miejsce na rynkach, które od początku uważałam za najistotniejsze, czyli amerykańskim i arabskim, teraz zamierzam skoncentrować się na Azji.

 

Z Olą Voyną rozmawiała Maja Ruszkowska-Mazerant

 

 

W Korei po kolei

W wielu miastach spotyka się „kolejki”, dzięki którym turyści mogą odbyć podróż po najbliższej okolicy i poznać jej atrakcje. Często konstrukcja wagoników pozwala użytkownikom podziwiać widoki na żywo, a nie przez szybę. To udogodnienie ma jednak minusy – kolejki ciągnięte są zazwyczaj przez spalinowe „lokomotywy”, przez co turyści wdychają ich trujące wyziewy, a to zdecydowanie pogarsza warunki odbywania wycieczki. Ponadto, kolejki przebywając tę samą trasę kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy dziennie, emitują do atmosfery dużą ilość spalin szkodliwych dla środowiska. Przy współczesnym zaawansowaniu technologicznym nie musi tak jednak być.
W ten właśnie sposób pomyślały władze Seulu w Korei Południowej. W Grand Parku w zlokalizowanym w tym mieście rozpoczęto eksploatację elektrycznej kolejki turystycznej OLEV, skonstruowanej przez naukowców z Korea Advanced Institute of Science and Technology. Jej bateria ma 20% rozmiaru w stosunku do zwyczajnych pojazdów elektrycznych, co znacznie zmniejsza potrzebę ładowania akumulatorów. Wzdłuż trasy rozmieszczono niebieskie pasy, pod którymi znajduje się system ładowarek działających podczas przemieszczania się kolejki. Dzięki temu OLEV przewozi chętnych po całym Grand Parku, nie emitując spalin. Tym samym nie tylko nie odbiera nikomu przyjemności spędzania czasu na łonie natury, ale też zły wpływ kolejki na środowisko naturalne jest minimalny.
Wdrożenie tego typu projektu pozwala na podniesienie standardu miejsca, po którym pojazd się porusza, a także na obniżenie kosztów jego eksploatacji. Tym samym fundusze przeznaczone na inwestycję zwracają się w stosunkowo niedługim czasie. Myślenie długofalowe pozwala na osiąganie wyższej jakości życia, większego prestiżu miejsca, a przede wszystkim stymulują jego dalszy rozwój.


http://www.kaist.edu/

 

Aby powiększyć, kliknij na zdjęcie

 

foto: Hyung-Joon Jun,
KAIST PR Team

 

 

Zielony akcent


Artyści coraz częściej inicjują akcje artystyczne manifestujące ich poglądy na życie oraz zwracające uwagę na ignorowane problemy społeczne. Przestrzeń miejska daje szerokie pole do popisu w ramach tzw. performance’ów. Jednym z nich była akcja Outside the Planter Boxes, zorganizowana przez kanadyjskiego artystę Seana Martindale’a. Inspiracją były dla niego zniszczone, często zaniedbane, pełne śmieci gazony, które z założenia powinny być zielonymi akcentami na ulicach miast.
Performance miał miejsce w Toronto, w Kanadzie. Polegał na nakłonieniu lokalnych artystów, aby wymyślili sposoby naprawy zniszczonych lub pełniących rolę śmietników gazonów oraz aby w wybranych miejscach samodzielnie je naprawili. W akcji wzięło udział 12 artystów. Jednym z najciekawszych rozwiązań był projekt samego pomysłodawcy, nazwany Grass Spills (z ang. rozlana zieleń). Martindale zrewitalizował gazon, na który składały się jedynie odrobina ziemi i drzewo, i którego betonowa obudowa pękła na dwie równe części, pozostawiając nieestetyczną szczelinę. Dzięki pomysłowi autora powstał gazon pełen soczyście zielonej trawy, która „rozlała się” aż na powierzchnię chodnika. Kiedy patrzy się na efekt, rzeczywiście wydaje się, że trawa wydostała się samoczynnie.
Pomysły pozostałych artystów były równie interesujące – w gazonach znalazły się instalacje, ręcznie wykonane kwiaty, brzegi pękniętych gazonów pokryły się złotem, a luki w ich ścianach odbudowano z użyciem kolorowych klocków Lego (pomysł Martina Reisa inspirowany projektem Jana Voormanna – „Dispatch work”).
Po raz kolejny artyści pokazali, że przy odrobinie kreatywności, niewielkim nakładem zarówno pracy, jak i finansowym można osiągnąć efekt zaskakujący, estetyczny i bardzo interesujący.


http://www.planterart.com/

 

Aby powiększyć, kliknij na zdjęcie

 

foto: www.planterart.com


Na swoim miejscu

Kradzieże rowerów są zmorą ich właścicieli na całym świecie, bez względu na to, czy tak jak w Holandii przemieszcza się nimi większość społeczeństwa, czy też rower dopiero staje się popularnym środkiem lokomocji. Złodzieje, żartownisie i wandale są wszędzie i znajdują rozmaite sposoby odbierania właścicielom ich własności. Zwykłe stojaki i tradycyjne łańcuchy do rowerów nie są już wystarczające. Nawet nowej generacji kłódki na szyfr czy specjalne klamry nie stanowią większej przeszkody. Jest to problem powszechny i pewnie dlatego zajmują się nim projektanci wszystkich narodowości.
Jednym z nich jest brytyjski absolwent wzornictwa przemysłowego Joe Mattley. Wymyślił on WAVE – modułową skrytkę na rowery, którą użytkownik może zamykać z wykorzystaniem własnego łańcucha z kłódką. Ideą tego „parkingu” jest możliwość dopasowania liczby przegród do potrzeb klientów – może to być jedna komora albo kilkadziesiąt. Moduł przeznaczony dla 9 rowerów mieści się na powierzchni przeciętnego, pojedynczego miejsca parkingowego.
Skrytka wykonana jest z włókna szklanego i kompozytu stalowego, które odporne są na wandalizm, próby zniszczenia lub spalenia. Dodatkowo, dzięki odpowiedniej konstrukcji, WAVE chroni rowery także przed deszczem. Jest to więc swego rodzaju garaż, który jednak nie wymaga dużej przestrzeni ani zadaszonego budynku.

http://www.joemattleydesign.co.uk/

 

Aby powiększyć, kliknij na zdjęcie

 

foto: www.joemattleydesign.co.uk


Powrót do dzieciństwa


Duże miasta na całym świecie prześcigają się w rozwiązaniach mających na celu rozładowanie tłoku w miejscach takich, jak stacje metra, dworce kolejowe, centra handlowe itp. „Zatory” w ruchu pieszym najczęściej pojawiają się w okolicach schodów – czy to ruchomych, czy zwykłych. Nie każdy może schodzić po nich szybko, z różnych powodów, którymi mogą być wysokie obcasy, starszy wiek, kontuzja czy ciężki bagaż. Poza tym w wyniku tłoku szerokość przejść drastycznie się zmniejsza, a im bardziej tłum się spieszy, tym trudniej jest się nimi przecisnąć.
Rozwiązanie problemu znaleźli holenderscy architekci, którzy wpadli na pomysł zjeżdżalni zastępującej ruchome schody w dół. Została ona zainstalowana na niedawno odnowionej stacji kolejowej Overvecht w Utrechcie, a jej oficjalna nazwa to ’transfer accelerator’ (przyspieszacz przejścia). Choć wydawałoby się, że pomysł firmy HIK Ontwerpers jest zabawny, ale niepraktyczny, to odzew mieszkańców Utrechtu na to jakże kreatywne rozwiązanie był bardzo pozytywny.
Odpowiedź na pytania, czy jest to inicjatywa warta naśladowania, czy też powinna być ona jedynie inspiracją, nie jest jednoznaczna. Ten przykład udowadnia jednak, że twórcze pomysły są potrzebne i nie należy rezygnować z nich tylko dlatego, że wydają się banalne lub niemożliwe do realizacji. Wszystko jest możliwe i wszystko, co ułatwia życie, jest warte wprowadzenia.


http://www.hik-ontwerpers.nl/

 

Aby powiększyć, kliknij na zdjęcie

 



Potrzeba matką wynalazku

Problemy z parkowaniem samochodów w miastach – znalezieniem wolnego miejsca, uiszczeniem opłaty parkingowej czy poczuciem bezpieczeństwa – towarzyszą wszystkim kierowcom. W dużej mierze dotyczą one mieszkańców centrów miast. Władze, które zarządzają przestrzeniami do parkowania, zwykle mają związane ręce ze względu na brak dodatkowych powierzchni, na których można by zorganizować miejsca parkingowe. W metropoliach na całym świecie powszechnym rozwiązaniem są wielopiętrowe parkingi podziemne. Są to jednak wysokobudżetowe inwestycje, które nie zawsze są możliwe do realizacji ze względu na układ tkanki miejskiej oraz podziemi miasta. Czasem jednak wystarczyłoby jedynie zdwojenie liczby miejsc do parkowania.
Jeśli jedna rodzina zamieszkująca przy głównej ulicy centrum miasta ma dwa samochody, to istnieje sposób, aby zajmowały one powierzchnię potrzebną dla jednego pojazdu. Jak to możliwe? Rozwiązanie – Cardoc – wymaga wykopu wielkości i wysokości zbliżonej do rozmiaru pojedynczego pojazdu. Piętrowy „garaż” wyposażony w dźwig, swego rodzaju windę, pozwala na schowanie jednego samochodu pod ziemię, bez potrzeby przestawiania auta stojącego na wyższym poziomie. To samo dotyczy wyjeżdżania z garażu. Standardowy Cardok może jednocześnie unieść pojazdy do 3 000 kg każdy. Obsługa urządzenia przy pomocy zdalnego pilota zajmuje tylko około 30 sekund. Dodatkowo jest to opcja podwyższająca standard miejsca parkingowego, ponieważ powierzchnia garażowa ma znacznie większą wartość od placu na wolnym powietrzu. W ten kreatywny sposób z łatwością można oszczędzić powierzchnię i podnieść standard nieruchomości lub nawet miasta.

http://www.cardok.co.uk/

 

Aby powiększyć, kliknij na zdjęcie

 

foto: materiały prasowe Cardok

 

 


DNA MIASTA

Z początkiem września rozpoczyna się II etap projektu DNA Miasta. W jego trakcie będą realizowane cykle małych dyskusji i warsztatów z udziałem najaktywniejszych przedstawicieli środowiska pozarządowego, władz miasta odpowiedzialnych za tworzenie koncepcji polityki kulturalnej, partnerów projektu, ekspertów i obserwatorów kultury. Efektem spotkań będzie określenie wzajemnych oczekiwań i potencjalnych rozwiązań, które mogą zostać przyjęte przez miasto.
DNA Miasta to program, który od 2009 roku „upomina się” o włączenie mieszkańców miast do kształtowania miejskiej polityki. W jego ramach w polu zainteresowania znajduje się przede wszystkim kultura, która dzieje się w przestrzeni publicznej i decyduje o jakości życia mieszkańców miast. Celem programu jest dążenie do stworzenia świadomości kultury budowanej w dialogu, opartej na interakcji mieszkańców, twórców i władz miejskich.
Warsztaty w Łodzi trwają od 1 września do 28 października br. Osoby zainteresowane uczestnictwem w spotkaniach proszone są o kontakt drogą elektroniczną (dna miasta@res.publica.pl).
www.dnamiasta.pl


MIASTO KREATYWNE!

Coraz częściej w mediach pojawiają się informacje o wynalazkach i innowacyjnych rozwiązaniach w łódzkich firmach. Firmami, o których ostatnio mówi się w tym kontekście najwięcej, są Mabion oraz Transition Technologies.
Mabion to spółka, która istnieje w Łodzi od marca 2007, zajmująca się produkcją nowoczesnych leków biotechnologicznych. Obecnie spółka pracuje nad tzw. celowanymi lekami na raka, które działają wybiórczo na komórki nowotworowe. Leki te zapewniają lepszą skuteczność i mniejszą toksyczność terapii. Jeszcze w tym roku zostaną wyprodukowane ich pierwsze serie i rozpoczną się międzynarodowe badania kliniczne. Opracowywane leki mają trafić na rynek w ciągu 2 lat.
Z kolei Transition Technologies to firma działająca w Łodzi od 1991 roku. Obecnie jej inżynierowie razem z osobami niepełnosprawnymi pracują nad stworzeniem aplikacji iVirtualEye. Jest to narzędzie, które zapewni osobom niedowidzącym lub niewidomym bezpieczeństwo na drodze. iVirtualEye jest aplikacją na smartfony, dzięki której osoby słabo widzące lub niewidome będą mogły bezpiecznie pokonywać skrzyżowania i unikać niebezpieczeństw w trakcie poruszania się po mieście. Ponadto, firma pracuje obecnie nad oprogramowaniem do samolotów airbus A350 i A380.


FASHION FREAK


Na kreatywnej mapie Łodzi pojawił się kolejny ciekawy punkt. Od 27 sierpnia br. pod 61. numerem ulicy Piotrkowskiej znajduje się siedziba Zakładów Przemysłu Twórczego oraz butiku internetowego Fashionfreak.pl, którego założycielkami są Kasia Chojnacka i Basia Romanowska. Ich głównym celem jest połączenie stylu vintage z obowiązującymi trendami oraz promowanie młodych, zdolnych projektantów.
We wnętrzu urządzonym w stylu retro można znaleźć ubrania, buty i dodatki inspirowane latami 60. i 70. minionego wieku, zaprojektowane przez m.in. Łukasza Jemioła, Tomasza Ossolińskiego, Only Shallow czy Alicję Saar. Pomysłodawczynie nie poprzestają jednak na dotychczasowych projektach – chcą wciąż rozwijać asortyment i ofertę butiku. Wśród organizowanych przez nie przedsięwzięć znajdziemy także cieszące się popularnością kiermasze, w których udział może wziąć każdy chętny, po uprzednim zgłoszeniu się do inicjatorek wydarzenia.

 

KREATYWNI POLECĄ DO MEDIOLANU!

Kreatywne Warsztaty „Łódź You like to be Creative” zakończone, a my nadal pod wrażeniem projektów młodych, zdolnych Łodzian.
Celem warsztatów organizowanych przez Łódź Art Center, które odbyły się w ostatni weekend na Letnisku Księży Młyn  było wypracowanie projektów stanowiących propozycje narzędzi wzmacniających sektor przemysłów kreatywnych w Łodzi korespondujących z założeniami oraz subproduktami strategii marki Łodzi. Dwa dni warsztatów zostały podzielone na część szkoleniową i warsztatową.
Zadaniem pierwszej części było przybliżenie uczestnikom zagadnienia przemysłów kreatywnych w Europie – porównanie definicji oraz mechanizmów wsparcia. Przedstawiciele Biura Promocji UMŁ przedstawili wyniki prac grupy eksperckiej pracującej nad wytycznymi wdrażania Strategii Marki Łódź. Druga część pierwszego dnia warsztatów była poświęcona analizie dobrych praktyk – przede wszystkim europejskich, ale uzupełnionych także o przykłady z innych części świata. Na zakończenie warsztatów uczestnicy podzieleni na zespoły kreatywne stworzyli projekty mające na celu wsparcie rozwoju sektora kreatywnego w Łodzi.
Z pośród 6 projektów zwyciężył projekt „Kwadrat twórczy” stworzony przez zespół „Brama” w składzie: Leszek Bartkiewicz z Łódzkiego Domu Kultury, Tomasz Holak z Bałuckiego Ośrodka Kultury "Rondo", student łódzkiej ASP Michał Nowacki oraz marketingowcy Tomasz Marcinkowski i Hubert Walkowicz. W nagrodę otrzymali vouchery na przeloty do Mediolanu, które wręczył Mariusz Jachimek z Portu Lotniczego Łódź. Projekt ten zakłada stworzenie wydzielonych przestrzeni w mieście gdzie szeroko rozumiani twórcy mogą prezentować swoje umiejętności. Prezentacje te dołączane będą do portalu społecznościowego, w którym można będzie głosować na najciekawsze projekty i promować je. Dzięki temu rozwiązaniu nawiązywany będzie kontakt osób z sektorów biznesu, kultury, edukacji, turystyki, jak również przywracane życie tkance miejskiej. Projekt ten edukuje poprzez obcowanie, daje inspirację. Pokazuje obraz twórczego miasta, którego siłą jest aktywność mieszkańców.
Zwycięzcy II i III miejsca otrzymali wydawnictwa o Łodzi przygotowane przez Biuro Promocji, Turystyki i Współpracy z Zagranicą Urzędu Miasta Łodzi.
 Opracowane projekty dostępne są na stronie: www.lodz.pl

 

7 PROGRAM RAMOWY

W ostatni dzień sierpnia odbyło się spotkanie z Krajowym Punktem Kontaktowym Programów Badawczych UE. W jego trakcie przedstawiony został 7 Program Ramowy, którego celem jest wspieranie współpracy międzynarodowej w dziedzinie badań naukowych, podwyższanie poziomu tych badań oraz rozpowszechnianie wiedzy. Program ten umożliwia pozyskanie wsparcia finansowego na badania naukowe w podprogramach: Współpraca, Pomysły, Ludzie oraz Zdolności. W zależności od typów programów skierowany jest on do naukowców, uczelni wyższych, centrów badawczych, instytucji publicznych oraz małych i średnich przedsiębiorstw.
Ponad to w trakcie spotkania przedstawiono CIP – ICT PSP – program na rzecz wspierania polityki w zakresie technologii informacyjnych i komunikacyjnych.  Dofinansowuje on działania związane z jednolitą europejską przestrzenią informacyjną, szerszym zastosowaniem i inwestycjami w ICT oraz e-integracją i tworzeniem społeczeństwa informacyjnego. Z programu mogą korzystać jednostki administracji publicznej, ośrodki akademickie i badawcze, europejski przemysł z sektora ICT oraz innowacyjne małe i średnie przedsiębiorstwa.
Informacje o tym w jaki sposób można korzystać z programów oraz jak przygotować wnioski dostępne są na stronie www.cordis.europa.eu oraz pod adresem: kpk@kpk.gov.pl 

 


REDAKCJA
Redaktor naczelna: Maja Ruszkowska-Mazerant
Redaktor merytoryczny: Maciej Mazerant
Zespół: Agnieszka Furmańczyk
Wydawca: ECC-CF, Purpose – Przedsiębiorczość w Kulturze
Adres redakcji: Kreatywni Samozatrudnieni 2011
90-722 Łódź, ul. Więckowskiego 16/200
www.kreatywnisamozatrudnieni.pl
e-mail: kontakt@kreatywnisamozatrudnieni.pl
Newsletter powstaje na zlecenie Urzędu Miasta Łodzi


<< powrót