Proszę powiedzieć czym się Pani zajmuje?
Z wykształcenia jestem architektem krajobrazu i pedagogiem. Na co dzień staram się łączyć dwie moje największe pasje - projektowanie przestrzeni i pracę z dziećmi. Trzy lata temu, gdy byłam zatrudniona w jednym z krakowskich biur architektonicznych, wpadłam na pomysł stworzenia warsztatów o architekturze, skierowanych do dzieci. Skąd ten pomysł? Praca w biurze, szczególnie w tak dobrym i znanym, z pewnością jest rozwijająca i ciekawa, wiąże się jednak głównie z pracą przy komputerze, w budynku biurowym. To nie dla mnie. Brakowało mi swobody, kontaktu z ludźmi, a także pracy z dziećmi, której miałam okazję posmakować przy różnych okazjach wcześniej i którą bardzo polubiłam. Pomysł na warsztaty rozwijał się bardzo powoli. Nie miałam wówczas pojęcia, czym jest edukacja architektoniczna. Nie wiedziałam też, że w wielu krajach, jak choćby w Finlandii, Wielkiej Brytanii czy Niemczech jest bardzo rozwinięta, że istnieje wiele organizacji, które podejmują taki temat, że udostępniają swoje materiały, którymi można się inspirować. Więcej – nie miałam pojęcia gdzie i jak mogłabym takie pomysły realizować. Niecały miesiąc później skontaktowałam się z Dariuszem Śmiechowskim, sekretarzem generalnym SARPu, jednym z autorów „Dialogu z otoczeniem”, architektem zaangażowanym w edukację architektoniczną dzieci. Nie pamiętam już o co chodziło, ale właśnie od niego dowiedziałam się, że Małopolski Instytut Kultury, z którym wcześniej współpracowałam jako wolontariuszka, planuje działania w tym obszarze. Udałam się więc do Joanny Orlik, ówczesnej redaktorki „autoportretu. Pisma o dobrej przestrzeni”, a obecnej dyrektorki MIK. I tak zaczęła się moja trzyletnia przygoda z programem „autoportret. warsztaty”, który koordynowałam do grudnia 2009 r. W MIKu stworzyliśmy kompleksowy program skierowany do szkół, złożony ze szkoleń dla nauczycieli, warsztatów dla uczniów, spotkań z architektami krajobrazu, zakończony projektem zagospodarowania terenu przy szkole i wspólną realizacją wybranych elementów.

A własna firma? Jak wyglądały początki?
W październiku 2008 r. otworzyłam własną firmę, którą nazwałam pracownia k. Wiele osób pyta, co oznacza „k” w nazwie. „K” to między innymi kreatywność, dlatego nie odpowiem na to pytanie – niech każdy sam pomyśli.
Przez pierwszy rok pracownia k. zajmowała się różnymi tematami bardziej lub mniej związanymi z architekturą i dziećmi. Opracowaliśmy 4 projekty, w tym projekt studialny szkoły podstawowej, analizy krajobrazowe na potrzeby konkursów architektonicznych, 4 projekty ogrodów, w ramach szt. ogrodu – projektu badawczego, który stworzyliśmy i który został objęty patronatem Europejskiego Roku Kreatywności i Innowacji. Przeprowadziliśmy 30 warsztatów dla dzieci i młodzieży, szkolenia dla nauczycieli i instruktorów ośrodków kultury. Opublikowaliśmy 16 artykułów w prasie i na portalach branżowych oraz cykl artykułów dla dzieci na stronie Uniwersytetu Dzieci. Przez cały rok prowadziliśmy też blog pracowniak.wordpress.com, który z miesiąca na miesiąc przyciąga coraz więcej czytelników.
Dużo więc się działo jak na początek, jednak po roku przyszedł czas na refleksję. Co dalej? W którym kierunku powinniśmy się rozwijać? Pogodzenie dwóch różnych spraw, mimo że kręciły się one wokół jednego tematu, czyli prowadzenie firmy i współpraca z Małopolskim Instytutem Kultury, wydawała mi się coraz trudniejsza. Stwierdziłam więc, że jest to dobry moment, żeby zastanowić się nad profilem firmy i nad jego dalszymi losami.

Jakie więc zaszły zmiany?
W styczniu 2010 roku zaszło wiele zmian. Po pierwsze firmę od tej pory prowadzą dwie osoby (a nie tak jak wcześniej – jedna i to na pół etatu). Do pomocy mamy zespół warsztatowy. Tak się jakoś złożyło, że pracownia k. przyciąga osoby związane w jakiś sposób jednocześnie z architekturą i z dziećmi. To przypadek, póki co nie ma takiego wymogu przy wyborze współpracowników. Pracują z nami studenci ostatniego roku architektury krajobrazu: Agata Gajdek, Olena Zapolska i Marceli Łasocha. Wszyscy mają doświadczenie w pracy z dziećmi. Od lutego będą prowadzić regularne warsztaty architektoniczne dla dzieci.
Drugą poważną zmianą jest nowa strona internetowa, która w bardzo przejrzysty sposób przedstawia profil firmy. Jest to wynik naszych ostatnich przemyśleń. Jakie są nasze cele? Jeśli chcielibyśmy określić w skrócie działalność pracowni k., możemy użyć dwóch słów: architektura i dzieci. Po pierwsze prowadzimy warsztaty poświęcone architekturze, przestrzeni, krajobrazowi, skierowane do dzieci i młodzieży. Po drugie projektujemy przestrzenie edukacyjne, place zabaw, ogrody przyszkolne i przedszkolne, klasy lekcyjne, także wystawy. Te dwie gałęzie działalności wzajemnie się uzupełniają. Ponadto uruchomiliśmy sklep internetowy z zabawkami architektonicznymi i książkami o architekturze dla dzieci.

A jak zapowiada się przyszłość?
Rok 2010 zapowiada się niezwykle pracowicie. Pracujemy nad projektem zagospodarowania terenu przy prywatnym przedszkolu w Krakowie oraz nad projektem naturalnego placu zabaw. Wraz ze Stowarzyszeniem Akademia Łucznica otrzymaliśmy grant Fundacji Orange. W ramach tego grantu będziemy organizować ogólnopolski konkurs na zabawkę architektoniczną. Ruszamy ze swoimi warsztatami. Organizujemy Zimową Akcję Twórczą – półkolonię w czasie ferii, z architekturą, ceramiką i filmem animowanym. Od lutego ruszają regularne, cotygodniowe warsztaty dla dzieci i młodzieży. Zostaliśmy zaproszeni do udziału w Etnodizajn festiwal.
Pojawią się nowe wyzwania, projekty. Wydawałoby się, że zawężenie profilu działalności, znalezienie jakiejś „specjalizacji”, znacznie ogranicza możliwości. Nasz przypadek pokazuje, że jest dokładnie odwrotnie. Po pierwsze skupiając się na jednym temacie możemy go naprawdę zgłębić, dotrzeć do ciekawych materiałów, spotkać osoby, które się tym zajmują, stworzyć swoją wizję (np. idealnej szkoły lub placu zabaw). To z kolei przyciąga dalsze wydarzenia i osoby. Jesteśmy zapraszani na różne wydarzenia (np. Biennale Sztuki dla Dziecka), proszeni o opinię, komentarz. Po drugie temat projektowania dla dzieci i z dziećmi wcale nie jest wąski, a skupiając się na nim, co chwila odkrywamy nowe wątki, które się z tym wiążą, takie jak sklep z zabawkami i wiele innych.

Chciałabym jeszcze zapytać o Pani wrażenia w trakcie zakładania firmy. Czy miała Pani jakieś trudności w urzędach? A teraz kiedy już prowadzi Pani firmę, czy sprawy papierkowe są męczące? Co sprawia najwięcej trudności? A może już nic nie sprawia :-)
Byłam pozytywnie zaskoczona. Nie wiem jak w mniejszych miastach, ale założenie firmy w Krakowie trwa godzinę. Wszystkie potrzebne urzędy mają swoje stanowiska na jednym piętrze, w Urzędzie Miasta Krakowa. Jedyny problem jaki wówczas miałam wynikał z tego, że w tym czasie sprzedawałam mieszkanie i musiałam kilkakrotnie zmieniać adres. Samo prowadzenie firmy nie jest uciążliwe. Na szczęście nie muszę ciągle śledzić zmian z prawie podatkowym, bo moi rodzice są księgowymi. Sama prowadzę rozliczenia, ale zawsze mogę liczyć na ich radę. Więcej trudności sprawia jednak codzienna działalność - rekrutacja uczestników na warsztaty, promocja. Mam nadzieję, że to tylko trudne początki.
Zapraszamy na: www.pracowniak.pl