Ruszacie niedługo z klubokawiarnią "Owoce i Warzywa" - robiliście casting na nazwę, dlaczego?
Michał: Był to swego rodzaju telefon do przyjaciela. Nad nazwą dumaliśmy bardzo długo, nie ograniczaliśmy się w żaden sposób. Nazwa mogła być kążdą częścią mowy, związkiem frazeologicznym, zapożyczeniem. Skutkowało to coraz nowszymi pomysłami pogłębiającymi naszą niemoc decyzyjną. Chcieliśmy się dowiedzieć, co o naszych propozycjach sądzą znajomi i przyszli goście. Nie będę oszukiwał, że wybór odbył się na zasadach czysto demokratycznych. Niejedna komisja dopatrzyłaby się nieprawidłowości. Mieliśmy swoich faworytów i skorzystaliśmy z prawa ostatniego słowa, ale głosy oddane w ankiecie pomogły nam rozwiać wiele wątpliwości.
Ania: Inspiracją dla nazwy „Owoce i Warzywa” stał się piękny szyld wiszący nad jednym z nieczynnych łódzkich sklepów należących do PSS Społem. PSS Społem przekazało nam litery, a my w pewnym sensie przywróciliśmy ten napis do życia i teraz można go zobaczyć u nas w lokalu.

A skąd pomysł na klubokawiarnię?
Michał: klubokawiarnia w takiej formule, jaką chcemy tworzyć daje dużo więcej możliwości niż zwykła upojnia alkoholowa czy smętna kawiarnia. Współpracujemy i wspieramy się nawzajem z młodymi polskimi designerami, organizujemy wystawy, koncerty, spotkania z mądrymi ludźmi, propagujemy niezależną, niszową muzykę. Chcemy bezpretensjonalności, swobody, otwartości. Słowem, mamy poczucie, że dzięki temu robimy coś dobrego, a jednocześnie obracamy się w sferach, które nas interesują.
Większość potrzeb jest generowana sztucznie, bez wielu rzeczy moglibyśmy się obejść. Piękno, sztuka, estetyka, a do tego relacje międzyludzkie, spotkania, zabawa - to pragnienia pierwotne, pierwotne w sensie pozytywnym, bez których trudno wyobrazić sobie człowieka. To wszystko chcemy zawrzeć w klubokawiarni i może dlatego dostrzegamy w tym przedsięwzięciu więcej sensu niż w regularnej pracy
Ania: Chcielibyśmy, żeby nasza klubokawiarnia stała się miejscem spotkań otwartych i interesujących ludzi. Tworzymy miejsce, w którym nie ma enigmatycznego szefa, miejsce, w którym każdy ma szansę poczuć się swobodnie i niejako u siebie. Jeśli np. ktoś ma ochotę na piwo z konkretnego browaru, to postaramy się je dla niego znaleźć. Chcemy wpuścić trochę świeżego powietrza do Łodzi i pokazać, że można dobrze się bawić, miło spędzać czas i móc śmiało powiedzieć, że w Łodzi jest fajnie i europejsko.

Mieszkacie w Łodzi, studiowaliście w Warszawie, dlaczego wybraliście Łódź?
Michał: Do Łodzi mam stosunek ambiwalentny, ale ostatecznie wygrywa sentyment. Do Warszawy mam negatywny. Dlatego jestem w Łodzi. Warszawa ma parę światowych patentów – muzea otwarte do wieczora (patrz dla kontrastu Muzeum Historii Miasta Łodzi otwarte do 16, czyli w godzinach dla emerytów i wycieczek szkolnych), fantastyczne klubokawiarnie jak Chłodna 25 czy OSIR, Bibliotekę Uniwersytecką (teraz otwartą nawet w nocy), Mariensztat czy Powiśle, ale generalnie miasto nie nadaje się do życia. Przejechanie przez centrum w godzinach szczytu zajmuje ponad godzinę. Zboczenie z linii metra to wyprawa. Brak centrum, rozproszenie, ludzie niezwiązani z miejscem. Nie odbierałem Warszawy, jako miejsca przyjaznego. Natomiast Łódź jest kulawa, pijana, niedomyta, odepchnięta, ale jest szczera i prawdziwa i potrzebuje pomocy. My staramy się w miarę możliwości i na swój sposób jej pomagać. Jest nam tylko trochę przykro, że nie do końca rozumieją to łódzkie władze. Nie chcemy być zależni od pomocy zewnętrznej, traktujemy ją opcjonalnie, robimy swoje, ale miło by było otrzymać jakieś wsparcie. Tym bardziej, że Owoce jeszcze się nawet nie otworzyły, a my zdążyliśmy już wypromować miasto poza jego granicami prawdopodobnie lepiej niż miejski Sylwester
Ania: Podobnie jak Michał lubię Łódź, bo nie udaje, nie jest sztuczna. Lubię klimat łódzkich targowisk, centrum, które jest naprawdę piękne o ile tylko wysilimy się, żeby podnieść głowę i baczniej spojrzeć na fasady kamienic. Chcemy zrobić w tym mieście i dla tego miasta, a przede wszystkim jego młodych mieszkańców, coś nowego, innego niż to co jest obecnie dostępne na rynku. Sądzimy, że warto promować to, co dobre, a Łódź jest miastem, które ma przed sobą świetlaną przeszłość, o ile tylko mieszkańcy, a przede wszystkim władze dostrzegą jej potencjał.
Aby stworzyć takie miejsce musisz mieć firmę, niedawno ją zakładałeś, czy jest to łatwa procedura?
Michał: Procedura jest łatwa. Spodziewaliśmy się długiego biegu z przeszkodami, a było całkiem sympatycznie choć absurdów nie brakowało. Przykładem może być legendarne „założenie firmy przy jednym okienku”. Przy jednym okienku załatwimy tylko 2/5 wszystkich obowiązków i trwa to tydzień bo okienko jest jedno, ale urzędy dwa (UM i US), które korzystają przy przesyłaniu sobie dokumentów z usług poczty. Lepiej pofatygować się z UM do US osobiście i wyrobić w dwóch okienkach, ale w 2 dni (na REGON czeka się ok godziny), niż przy jednym w tydzień. Trzeba jeszcze pamiętać o tym, że jeśli ma się wspólnika, to każda osoba załatwia sprawy osobno w swoim urzędzie – czasami powoduje to poślizgi czasowe, bo urzędy w różnych dzielnicach działają różnie.
Pracowaliście na etacie - można powiedzieć, że to była ciepła posadka, ale jednak zdecydowaliście się na własną działalność dlaczego?
Michał: Stres jest większy, ale przyjemnieszy, bardziej pobudzający niż demotywujący. Odpowiadamy za siebie i realizujemy swoje pomysły to chyba najważniejsze. Z Anią zgadzamy się w 90 procentach, idziemy tą samą drogą. Jest fajnie. Ale jak się nie uda...
Ania: Michał, uda się. Na przysłowiowym „swoim” jest o tyle lepiej, że wszystko zależy tylko i wyłącznie od nas. Drogą dyskusji dochodzimy do konsensusu i idziemy do przodu. Własna firma to większe zaangażowanie, większa odpowiedzialność i nie ma się co oszukiwać, że po ośmiu godzinach idziemy do domu i nic nas nie obchodzi. Własna firma to praca przez całą dobę, ale to jest naprawdę fajna praca.
A co teraz sprawia wam największą przyjemność, chyba nie chodzenie w tych brudnych rzeczach? (Michał i Ania są w trakcie remontu lokalu na klubokawiarnię)
Michał: Malarz, pan muchomor, na okrągło pytał się mnie podczas remontu „i co, cieszy się pan?” Czy się cieszę? Trochę się obawiam, jak każdy na początku, czy interes się powiedzie, jesteśmy zmęczeni i często poirytywani bo jak zwykle we własnym przedsięwzięciu ciągle pojawiają się niespodziewane okoliczności z którymi trzeba sobie radzić. Ale cieszę się. Cieszę się, że to my otwieramy pierwszą klubokawiarnię w Łodzi, że to my wpadliśmy na parę niezłych pomysłów, że to powstaje na naszych oczach. Cieszę się gdy sobie wizaulizuję, że będzie dobrze.
Ania: Mnie największą przyjemność sprawia fakt, że podjęliśmy ryzyko i zdecydowaliśmy się zbudować od podstaw coś nowego. Szczeble w karierze na razie zamieniliśmy na szczeble drabiny malarskiej i nie żałuję, że mam ubrania pochlapane farbą, bo dziś farba, jutro coś innego i cały czas dzieje się coś nowego, pracujemy na żywym, młodym organizmie (o ile można do niego porównać naszą klubokawiarnię) i rano nie wiadomo co zadzieje się wieczorem.
To na koniec może zaprosimy czytelników na otwarcie? Kiedy to będzie?
Michał: W sobotę 27 lutego. O 19 wernisaż wystawy zdjęć Dominika Szczerbowicza zrobionych w kultowym łódzkim skatparku Vera przy Siewnej, a o 21 dj set duetu Warzywa i Owoce czyli warszawski niezal lans przy electro, indie popie, french touchu i alternatywnej elektornice.
Zapraszamy do Klubokawiarni "Owoce i Warzywa"
Łódź, ul. Traugutta 9